Bali w trzech odsłonach

wulkan Agung

Planując wakacje na Bali postanowiliśmy nasz niemal 3-tygodniowy pobyt podzielić na 3 części i odwiedzić trzy różne części tej indonezyjskiej wyspy.

Odsłona pierwsza: ZA ROGATKAMI KURORTU

Sanur jest jednym z najważniejszych kurortów na Bali. Miasto położone jest na południowym wschodzie wyspy i stanowi część stołecznej aglomeracji Denpasaru.

Tymczasem na północ od miasta rozpoczynają się gęsto zaludnione tereny podmiejskie i wiejskie. Niewielu tam turystów, a wokół toczy się zwykłe balijskie życie. Tak jest w Padang Galak. To niewielka miejscowość zaraz za rogatkami Sanuru. Rozciąga się wzdłuż ulicy prowadzącej od głównej drogi na wschód wyspy do morza. Poza dwoma, może trzema warungami (restauracjami z lokalnymi potrawami)  i hotelikiem, nie ma tu innych atrakcji nastawionych na turystów. Jest natomiast pole kukurydzy, warsztaty i kramiki, małe skromne domki i większe domy, parking pełen autobusów oraz zakurzony nadmorski plac z dużym hinduistycznym ołtarzem.

Padang Galak koło Sanuru

W połowie ulicy stanowiącej oś Padang Galak, skrywa się boczna uliczka biegnąca stromo w dół ku niewielkiej świątyni ku czci boga Kriszny. W połowie ulicy jest brama, a za nią tonący w tropikalnej roślinności Tropical Bali Hotel.

Hotel jest prowadzony przez parę Francuzów, którzy od 6 lat mieszkają na Bali – Mattieu i Audrey Gierek. Nazwisko brzmi znajomo? Z pewnością 🙂 – przodkowie Mattieu przybyli do Francji z Polski. Nawet w małym Padang Galak można znaleźć polski akcent.

Tropical Bali Hotel jest to maleńki hotelik, który składa się z 3 budynków – dużych 2-kondygnacyjnych bungalowów (w dwóch z nich są po 4 pokoje z dużymi tarasami, a w trzecim – recepcja, biuro i bodajże 2 pokoje gościnne).

Większość gości hotelu to Francuzi, którzy najczęściej spędzają u Gierków po kilka dni, by potem ruszyć dalej w podróż po wyspie.

W hoteliku jest naprawdę uroczo – przytulnie, cicho. Dominuje brąz drewna, z którego zbudowano budynki, zieleń gęstej tropikalnej roślinności i błękit basenu.

Hotel nie ma własnej kuchni, ani restauracji, więc nie oferuje własnych posiłków, jednak można zamówić przeróżne dania, które pracownicy hoteliku przywożą z pobliskich warungów lub sanurskich pizzerii i restauracji. Śniadania (w cenie pobytu) co rano przynosi niemal bezgłośnie, na paluszkach obsługa hotelu (wg złożonych dzień wcześniej zamówień), zostawia na stole, na tarasie, a gdy wszystko jest gotowe, pracownicy hotelu niemal szeptem wypowiadają słowo „Breakfast!” …wielokrotnie, do skutku, póki nie są pewni, że goście hotelowi wstali.

Zaletą hoteliku jest położenie na uboczu, a zarazem blisko miasta. Około pół godziny pieszo od hoteliku (idąc ulicą i dalej brukowaną promenadą wzdłuż morza) zaczynają się sanurskie knajpki.

satay (indonezyjski szaszłyk)
plaża w kolorze wulkanicznego pyłu (w oddali Sanur)

Gdy wieś przechodzi w miasto, ciemny piasek ustępuje szerokiej jasnej plaży. Morze jest tu ciepłe i spokojne. Gdzieś w oddali nad wybrzeżem na północy majaczy zza mgiełki wulkan Agung. Na przeciw sanurskiej plaży widać zarys trzech należących administracyjnie do Bali wysepek: Penida, Ceningan i Lembongan.

Samo miasto jest pełne turystów, jednak miłośnikom mniej tłocznych miejsc wypada polecić właśnie te wyżej wspomniane trzy skrawki lądu po drugiej stronie cieśniny Badung.

Odsłona druga: TRZY NUSY

Wyspy Lembongan, Ceningan i Penida (po balijsku: Nusa Lembongan, Nusa Ceningan i Nusa Penida) przypominają okrągły owoc, od którego odcięto dwa plasterki i położono obok.

Owocem jest Penida – największa z trzech wysp. Ma ponad 200 km kw. i jest zamieszkana przez ponad 45.000 ludzi. Ceningan jest cienkim plasterkiem oddzielonym od Penidy wąską długa cieśniną, a Lembongan – zewnętrznym, nieco większym skrawkiem owoca (Lembongan ma ok. 8 km kw., a Ceningan ok. 5 km; na pierwszej wyspie mieszka ok. 5.000 osób, a na drugiej kilkaset). Najbliżej Bali położony jest Lembongan.

„3 Nusy” (widziane z Penidy)

Każda z wysp jest inna. Penida jest górzysta i gęsto zaludniona. Na wyspę można dotrzeć promem, dlatego pełno tu samochodów. Pozostałe wyspy nie mają połączenia promowego z Bali, więc nie ma na tych wyspach normalnych pojazdów. Brak połączeń promowych to chyba celowy zabieg władz prowincji Bali – samochody na wąskich uliczkach i drogach obu wysp skutecznie zakorkowałyby oba „plasterki” lądu.

Na Ceninganie są wyłącznie skutery, gdyż z Penidy nie można tam dotrzeć żadnym pojazdem (nie ma promu, ani mostu), a przeprawa z Lembonganu odbywa się tzw. Zółtym Mostem, na którym mieszczą się jedynie piesi i skutery.

Na na wyspie Lembongan poza wszechobecnymi skuterami można spotkać wózki elektryczne (indonezyjskie odpowiedniki naszych meleksów), którymi poruszają się turyści, a także mini ciężarówki marki Suzuki i Subaru, które pełną na wyspie funkcję autobusów.

lembongańskie „autobusy” 😉

Najłatwiejszym sposobem na dotarcie z Bali na wyspy jest podróż pasażerską łodzią motorową. Łodzie odpływają na Lembongan z przystani w Sanurze. Choć określenie „przystań” jest nieco na wyrost – łodzie odpływają z wydzielonej części plaży w Sanurze. Obsługa łodzi brodząc po kolana, a często i po pas, w wodzie, wnosi bagaże turystów na pokład unosząc je nad głowami. Sami pasażerowie zmagając się z falami docierają na łodzie w bród. 🙂

Wyspy wiele dzieli, ale łączy na pewno to, co zarazem odróżnia je od Bali – Bali tonie w bujnej tropikalnej roślinności, natomiast „trzy Nusy” są kamieniste i znacznie bardziej suche, roślinność jest tu znacznie uboższa, a zamiast zieleni, dominuje kolor żółty i beże. Można także odnieść wrażenie, że jest cieplej, a mgły i chmury spowijające stoki balijskich wulkanów prawie nigdy tu nie docierają.

drogowskaz na Lembonganie

Życie na Lembonganie skupia się w miejscowości Jungut Batu na północno-wschodnim wybrzeżu i w okolicach tzw. Żółtego Mostu, który łączy Lembongan z Ceninganem, a także wokół kilku zatoczek, gdzie powstały małe hoteliki, bungalowy i pensjonaty.

na Lembonganie

Przykładem takich turystycznych „przysiółków” są Tamarind Beach i Mushroom Beach, które powstały nad otoczonymi skałami zatoczkami i rozbudowały się wzdłuż wąskich dróg dojazdowych. Od morza w górę ciągną się wąskie uliczki pełne maleńkich hotelików (najczęściej składających się z kilku otoczonych tropikalną roślinnością domków i basenu), knajpek, warungów i sklepików – wszystko to w mikroskali, nie przytłacza i ma swój nieodparty urok.

najlepsza kafejka na Lembonganie 🙂

Naszą „bazą” na Lembonganie był niewielki Sanghyang Bay Villa.

Sanghyang Bay Villa to przytulny hotelik składający się z kilku domków leżących wokół basenu. Obsługa jest bardzo miła i pomocna, a miejsce jest spokojne, mimo że leży przy głównej uliczce Mushroom Bay. Obok Sanghyang Bay Villa jest hinduistyczna świątynia, a za nią nabrzeże i plaża.

świątynia w Mushroom Bay

Śniadania serwuje Sanghyang Bay Restaurant – to wspaniałe miejsce: pyszne posiłki plus widok na zatoczkę, plażę i Bali po drugiej stronie cieśniny. Pijąc poranną kawę można spoglądać na majestatyczną sylwetkę wulkanu Agung, największej góry wyspy Bali (poza stołami w knajpce jest też długi blat oparty o mur nabrzeża, kiedy jesz śniadania przed Tobą jest tylko plaża, morze….).

Lembongan jest pełen uroczych zatoczek. Niektóre z nich są spokojne, a inne – szczególnie te na południowo-wschodnim, otwartym na ocean wybrzeżu wyspy to miejsca, gdzie bezustannie rozgrywa się spektakl walki morza z lądem – fale z impetem wpadają w poszarpany, skalisty brzeg wzbijając wielkie pióropusze wody, piany i słonej mgiełki.

spokojna Tamarind Bay
Devil’s Tears (Lembongan)
skaliste wybrzeże na południowym wschodzie wyspy Lembongan

Na wschód od Bali leży kolejna wyspa z łańcucha Małych Wysp Sundajskich – Lombok. Trzy „Nusy” są tym miejscem w Prowincji Bali, z którego najbliżej na sąsiedni ląd, jednak na niedalekim wybrzeżu Lomboku nie ma portów i przystani (główny port leży dalej na północ). Poza tym cieśnina Lombok oddzielająca Lombok od Bali jest dość zdradliwym akwenem. Stąd nie ma tanich i szybkich rejsów Lembongan/Penida – Lombok (by odwiedzić tę mniej popularną wśród turystów „siostrę” Bali, należy udać się na północny-wschód wyspy do Candidasy i stamtąd przepłynąć na wschód).

Patrząc jednak z którejś z trzech balijskich wysepek w kierunku widocznych w oddali gór na wyspie Lombok, trzeba uświadomić sobie, że patrzymy na inny świat… Cieśnina Lombok to nie jedna z wielu indonezyjskich cieśnin, ale miejsce wyjątkowe. Biegnie nią bowiem tzw. linia Wallace’a, która wyznacza granicę pomiędzy fauną orientalną (azjatycką) a australijską, co oznacza, że na wyspie Lombok żyją zupełnie inne zwierzęta niż na Bali – na zachód od linii Wallace’a możemy spotkać tygrysy, małpy i słonie, a wschód od niej m.in. torbacze i wielkie jaszczurki, takie jak warany z Komodo.

wyspy Ceningan i Penida, a w oddali Lombok (już po drugiej stronie linii Wallace’a)

Duża „siostra” Lembonganu i Ceninganu – Penida to znacznie większy kawałek lądu. Wyspa jest górzysta, sucha i gęsto zaludniona. W wielu miejscach, nawet tych bardzo odległych od morza, mieszkańcy Penidy wybudowali niewielkie chatki i bungalowy z basenami, by przyciągnąć turystów.

Są na Penidzie prawdziwe cuda natury.

Jedyną z nich są klify tutejsze klify. 250-metrowy klif Paulang jest tak wysoki, że przeniesiony na plażę u stóp klifu Pałac Kultury i Nauki nie sięgnąłby nawet jego krawędzi, iglica sięgałaby około 20 metrów poniżej niej.

250-metrowy Paulang Cliff

U stóp klifu Paulang jest niewielka niedostępna plaża. Dalej w morze wcina się wysoki skalisty półwysep. Po drugiej stronie półwyspu widać plażę Kelingking.

Na Kelingking Beach prowadzi bardzo stroma ścieżka. Według przewodników oraz tubylców to największa atrakcja Penidy. Jednak należy zaznaczyć jedno: to miejsce dla wytrwałych i wytrzymałych, a na pewno nie dla rodzin z dziećmi (nikt Wam o tym najprawdopodobniej nie powie, ani nie znajdziecie takiego ostrzeżenia w przewodniku).

Widok zapiera dech w piersiach. Skały wcinające się w morze są wysokie, ale ze szczytu ścieżki sprawiają wrażenie niepozornych. Dopiero spojrzenie na plażę pozwala uświadomić sobie skalę tego miejsca („te maleńkie punkciki na plaży to ludzie!”).

Kelingking Beach

Ścieżka na Kelingking Beach zaczyna się niepozornie – skrajem klifu prowadzą betonowe schody, które skręcają w kierunku półwyspu. Półwysep tworzy coś na kształt siodła, które im niżej tym jest węższe. Z obu stron widać morze, zatoczki i klify.

W najniższym punkcie siodła ścieżka skręca w dół ku plaży. I gdyby z tego miejsca widoczna była dalsza część trasy, wiele osób z pewnością by zawróciło. Jednak ścieżka skrywa się wśród skał i krzaków.

ścieżka ku plaży Kelingking

Schodząc turysta odkrywa ze zdumieniem, że każdy kolejny fragment ścieżki jest bardziej ekstremalny. Zejście staje się wąskie i bardzo strome. Wykute w coraz bardziej pionowej skale stopnie są skruszone, miejscami trzeba opuszczać się na linie lub opierać się o bambusowe poręcze, balansując niemal nad przepaścią.

Stłoczeni turyści ledwo przepychają się w wąskich przejściach, a zejście zdaje się nie mieć końca, a gdy już widać koniec, okazuje się, że na plażę najlepiej zeskoczyć ze śliskiej skały.

Plaża jest piękna, otoczona wysokimi skałami, piasek jest czysty i niemal biały, a górujący nad plażą klif jest monumentalny. Jednak, czy ten sielankowy widok wart jest całej niezbyt bezpiecznej i bardzo męczącej eskapady? (tym bardziej, że w drodze powrotnej zejście okazuje się łatwiejszą częścią „wyprawy”….)

Kelingking Beach

Innym cudem natury na Penidzie jest Broken Beach (po balijsku „Pasih Uug„). To niesamowita zatoczka połączona z morzem… skalnym tunelem. Nie wiadomo, jak powstała Broken Breach – czy morskie fale wydrążyły jaskinię, której strop po jakimś czasie się zawalił, czy może najpierw powstało okrągłe zapadlisko, a potem tunel, którym wlała się woda morska. Tak, czy owak natura bez pomocy inżynierów, stworzyła niesamowitą naturalną konstrukcję.

Broken Beach

„Trzy Nusy” to piękne miejsce, które z pewnością warto odwiedzić. Wyspy są odmienne od ich wielkiej siostry – Bali.

„Trzy Nusy” to też niesamowite morze, a w nim koralowce, miliony kolorowych ryb, w tym dostojne manty.

Warto odwiedzić Jungut Batu, na północnym wschodzie Lembonganu – główny ośrodek wyspy z długą złotą plażą, z której najlepiej widać majestatyczny wulkan Agung. Lembongan to także rezerwat z lasem namorzynowym. Na Penidzie natomiast czekają piękne zatoki i podziemne świątynie.

Odsłona trzecia: NA ZACHODZIE BALI

Większość turystów odwiedza wschodnią i środkową część Bali. Tam znajdują się główne atrakcje turystyczne wyspy i największe kurorty. Wschód, a w szczególności południowy wschód, wyspy jest gęsto zaludniony i niemal całkowicie hinduistyczyny.

Zachód Bali różni się od reszty wyspy. Nie jest tak gęsto zaludniony, a spora część mieszkańców to muzułmanie. O ile na pozostałej części Bali meczety stanowią rzadkość, to w jej zachodniej części głos muezina towarzyszy mieszkańcom wielu miejscowości.

Hinduiści i muzułmanie żyją tu w zgodzie, a domostwa wyznawców Allaha sąsiadują z gospodarstwami wyznawców Siwy i Wisznu.

Klimat zdaje się być tu bardziej deszczowy, a pobliskie wulkany stale spowite są we mgle. Wiejące z południowego wschodu passaty zbierają wilgoć, którą produkuje balijska tropikalna roślinność i pchają ją ku północnemu zachodowi. Jednak południowo-zachodnie wybrzeże wyspy leży nad zatoką, która zawęża się ku północnemu wschodowi, wciśnięta między Bali a Jawę. Zamknięte w ślepej uliczce chmury zawisają nad zachodem Bali i oddają swą wilgoć nad stokach wulkanów nieopodal brzegu Oceanu Indyjskiego.

Mimo, że odległości na Bali nie są wielkie, by podróż ze wschodu na zachód wyspy zajmuje około 3 godzin. Choć drogi nie są złe, to ruch jest ogromny, ale większość dróg jest jednopasmowa, więc nie rzadko tworzą się korki.

Po drodze z okolic Denpasaru, czy Sanuru na południowo-wschodnie wybrzeże warto zatrzymać się w mieście Mengwi, by zobaczyć świątynię Taman Ayun.

Świątynia jest spokojnym i pięknym miejscem, a to co rzuca się od razu w oczy to… soczyście zielona, przystrzyżona trawa. Za zadbanymi trawnikami znajduje się świątynia pełna ołtarzy z wysokimi antracytowymi wieżyczkami z ułożonymi jedne na drugich daszkami.

Około dwóch godzin jazdy o Taman Ayun leży miejscowość Medewi.

Passaty wiejące z południowego wschodu pędzą fale, ku zwężającemu się ku północnemu zachodowi akwenowi pomiędzy Bali a Jawą. Dzięki tym naturalnym uwarunkowaniom, południowo-zachodnie wybrzeże wyspy jest mekką surferów.

…o czym szybko przyszło nam się przekonać. Okazało się, bowiem, że w hotelu Umadewi Surf & Suites byliśmy jedynymi niesurferami ;))

Hotel składa się z kilkunastu domków dla turystów. Już przed wejściem do każdego z nich widać, jaka grupa turystów jest tu najczęstszym gościem:

W takie oto stojaki na deski surfingowe wyposażony jest każdy domek.

Zrządzeniem losu trafiliśmy do Umadewi Surf & Suites tuż przed jakimś lokalnymi mistrzostwami w surfingu.

Dlatego od wczesnego rana do wieczora mieliśmy okazję podziwiać wyczyny surferów.

Jednak, gdy surferzy robili sobie przerwę w treningach, w Umadewi na plaży Medewi Beach panował spokój….

Wieczorem w oddali naszym oczom ukazywała się inna indonezyjska wyspa: Jawa. Nocą Jawa jawi się (nomen omen) jak łańcuszek maleńkich światełek. Wyspa na przeciwległym brzegu jest jedną z największych w Indonezji, jest też najbardziej zaludniona (Jawę zamieszkuje niemal 120 milionów ludzi, około połowa wszystkich Indonezyjczyków). Jawa jest w większości muzułmańska, jak pozostałe indonezyjskie wyspy (poza Bali, oczywiście).

Plaża Medewi zwrócona ku zachodowi zapewnia także piękne zachody słońca.

Często zachody słońca w połączeniu z kropelkami wody morskiej unoszącymi się nad falami tworzą niesamowitą złotą mgiełkę.

Nieopodal plaży Medewi znajduje się miejsce lądowania oddziału I Gusti Nguraha Raia. I Gusti Ngurah Rai był Balijczykiem, dziś uważanym za narodowego bohatera Indonezji. Jego imię nosi port lotniczy w Denpasarze – stolicy Bali.

Ngurah Rai w czasie wojny o niepodległości Indonezji dowodził indonezyjskimi oddziałami na wyspie Bali i zginął w bitwie pod Maragrana podczas walk z holenderskimi oddziałami kolonialnymi. Pomnik w formie niewielkiej łodzi na plaży w pobliżu Medewi upamiętnia lądowanie Nguraha Raia na Bali.

Około 50 kilometrów na zachód od Medewi mieści się Kurma Asih – coś na kształt porodówki i przedszkola dla żółwi morskich, gdzie można zobaczyć żółwie jaja, małe żółwiki w „zółwim przedszkolu”, a także samemu zanieść maleńkie gady na brzeg morza i patrzeć jak biegną całymi tabunami w kierunku morza, a potem dzielnie walczą z niewielkimi (ale dla nich gigantycznymi) falami, by rozpocząć nowy etap swojego życia – w oceanie.

Południowe wybrzeże Bali kończy się w okolicach Gilimanuk, najbardziej na zachód położonego miasta na Bali. Gilimanuk to miasto portowe nad Cieśniną Bali, która oddziela Bali od Jawy. Z portu w Gilimanuk odpływają kilkanaście razy dziennie promy na drugi brzeg 3-kilometrowej cieśniny. Ten wąski akwen łączy dwa oceany: Indyjski na południu i Morza Balijskie, które jest częścią Oceanu Spokojnego – na północy.

Po drugiej, „pacyficznej” stronie cieśniny, wyspa wygląda inaczej. O ile południowo-zachodnie wybrzeże Bali jest soczyście zielone, wilgotne, a na okolicznych wzgórzach i górach często spoczywa gęsta czapa chmur, o tyle północ jest bardziej sucha i słoneczna.

Główną atrakcją północno-zachodniej części Bali jest wyspa Menjangan.

Menjangan to część parku narodowego, a największą jej atrakcją są dzikie zwierzęta, w szczególności jelenie balijskie, które nierzadko przechadzają się po tutejszych plażach i brodzą w oceanie.

Jednak największe skarby kryją się u brzegów wyspy – pod powierzchnią oceanu jest cudowna rafa koralowa mieniąca się tysiącami kolorów, skąpana w promieniach słońca przebijającymi się błękitną, połyskującą toń wody, pełna kolorowych ryb, rozgwiazd i innych organizmów morskich.

Rafa kończy się stromy stokiem opadającym w ciemnogranatową otchłań.

Menjangan leży kilkanaście kilometrów od Jawy. Stąd widać, że Indonezja to kraina wulkanów – w zasięgu wzroku widać stożki jawajskich wulkanów Raung, Ijen i Baluran, a gdy się przyjrzeć w oddali lekko zarysowują się kolejne wulkaniczne szczyty.

Menjangan jest tak blisko Jawy, że telefony komórkowe odbierają tu sygnał z Jawy, a nie z Bali. To może wprowadzić nieco zamieszania… na Jawie bowiem jest inny czas niż na Bali, więc zegary w smartfonach na Menjanganie przestawiają się na czas jawaski (zachodnioindonezyjski), czyli godzinę wstecz w stosunku do czasu środkowoindonezyjskiego (balijskiego).

Menjangan w 3 jawajskimi wulkanami w tle (Raung, Ijen i Baluran)

I na tym koniec podróży w poprzek Bali…

Dodaj komentarz