Sakartwelo – tak Gruzini nazywają swój kraj.
Gruzja przywitała mnie chłodno. Mimo, że była połowa maja było zimno, około 10 stopni Celsiusza, a nad lotniskiem w Kutaisi osiadły nisko chmury. Była jeszcze noc, mały, ale nowoczesny terminal portu lotniczego w drugim co do wielkości mieście Gruzji błyszczał pośród otaczającego go mroku.

Szybka i miła odprawa paszportowa, odbiór bagażu i wszedłem do holu, w którym stali taksówkarze i kierowcy marszrutek, czyli podstawowego środka transportu zbiorowego w Gruzji. Znalezione dzięki internetowym wyszukiwarkom rady mówiły jasno: nie należy korzystać z ich usługi i nie dać się nagabywać, lecz wyjść przed terminal, gdzie stoją białe busy przeżywające swoje drugie, a może i trzecie życie w Gruzji, po odsłużeniu kilku lub kilkunastu lat w Europie Zachodniej, a może i w Polsce. Usługi panów z hali przylotów są bowiem tej samej jakości, co tych sprzed terminala, lecz są znacznie droższe.
Gdy odnalazłem marszrutkę z napisem „Batumi” zapytałem łamaną polsko-rosyjską hybrydą językowa, czy mogę wsiąść, na co gruby, wielki Gruzin o kręconych włosach i ciemnych oczach uchylił przesuwane drzwi, dając do zrozumienia, że mam wejść i ryknął wesoło z rosyjska, ale z całkiem nierosyjskim akcentem: „Dawaj, brat!”.
Po półgodzinie marszrutka się zapełniła, kierowca zebrał po kilkanaście lari za przejazd i ruszył w 180-kilometrową trasę do Batumi.
Jazda marszrutką w Gruzji przypomina przejażdżkę rollercoasterem. Drogi w kaukaskiej republice są takie jak w Polsce, czyli raczej nierówne, nie ma jednak ma autostrad i dróg ekspresowych, za to jest pełno zakrętów, a śpieszący się kierowcy wyprzedzają nierzadko na trzeciego.
Widać, że Gruzja jest znacznie biedniejsza od Polski. Miasteczka i wsie między Kutaisi i Batumi przypominają nasz kraj w latach dziewięćdziesiątych – przy każdym domu stoi auto, ale ich średnia wieku to na oko 20 lat, wszędzie wiszą anteny satelitarne, w miasteczkach najbardziej kolorowymi i zadbanymi budynkami są markety i stacje benzynowe. Widać niedoinwestowanie, ale też przedsiębiorczość Gruzinów – w każdy miasteczku i wsi stoją jakieś stragany, a handlarze uwijają się, żeby obsłużyć klientów.
Wbrew moim wyobrażeniom, na gruzińskich drogach prawie nie ma już reliktów z czasów imperium sowieckiego – ład, zaporożców, wołg, uazów, czy moskwiczów. Niewiele jest też produktów przemysłu motoryzacyjnego współczesnej Rosji, przeważają natomiast kilkunastoletnie, a nierzadko i dwudziestokilkuletnie samochody z zachodu, często luksusowych marek. Czasem auta maja kierownicę po prawej stronie. To efekt liberalnej polityki gruzińskich władz w zakresie importu używanych samochodów. Niskie cła i podatki sprawiły, że ten niezamożny kraj jest znacznie bardziej zmotoryzowany niż kaukascy sąsiedzi. Kierownica po prawej stronie wcale nie oznacza, że tutejsze samochody służyły kiedyś poddanym królowej Elżbiety II. Przejażdżka prawostronnym Subaru zaadaptowanym na taksówkę (oczywiście podróżowałem w charakterze pasażera, a nie kierowcy) odkryła przede mną prawdziwą historię tych aut – otóż dzięki napisom po japońsku i wyjaśnieniom kierowcy dowiedziałem się, że wiele gruzińskich aut używanych pochodzi z Japonii (kto wie… może nim właścicielem tego Subaru został Gruzin, wcześniej trafiło ono z Japonii do Rosji, gdzie jeździł nim jakiś Jakut lub Buriat na Dalekim Wschodzie).
W okolicach miejscowości Poti droga Kutaisi – Batumi dociera w rejony nadmorskie i zmienia kierunek z zachodniego na południowy. Miejscami w oddali widać Morze Czarne, a nieopodal Batumi wygięte w łuk gruzińskie wybrzeże zapewnia doskonały widok – na północy widać wybrzeże zbuntowanej gruzińskiej prowincji – Abchazji, a za nim białe szczyty Wielkiego Kaukazu oddzielające Abchazję od Rosji.
Na wschodzie wyrastają niesamowicie zielone szczyty Małego Kaukazu, które swą bujną roślinność zawdzięczają częstym deszczom i ciepłemu, wilgotnemu klimatowi (klimat podzwrotnikowy morski).
W okolicy miejscowości Kobuleti zaczyna się Adżaria – to jedna z prowincji Gruzji. Stolicą Adżarii jest Batumi, a region cieszy się autonomią w związku z tym, że większość mieszkańców uważa się po pierwsze za Adżarów.
Adżarowie to grupa ludności gruzińskiej, która akcentuje swą odrębność i mimo, że – w odróżnieniu od Abchazów – uważają się również z Gruzinów. Posługują się jednak innym dialektem, mają własne tradycje, a do niedawna większość z nich była muzułmanami.

Tak więc Batumi pełni funkcje stołeczne dla Adżarii mającej status republiki autonomicznej, ale trzeba wiedzieć, że ta stołeczność Batumi ma tym się nie kończy – w mieście znajduje się siedziba gruzińskiego sądu konstytucyjnego.
Im bliżej Batumi tym Gruzja jest zamożniejsza. Widać, że Adżaria żyje z turystyki, handlu. Samo miasto Batumi jest ważnym węzłem transportowym i głównym portem morskim Gruzji.
Nietypowe jest to, ze linia kolejowa nie dociera do miasta, ale kończy się niejako na jego przedmieściach w miejscowości Machindżauri.
Batumi to niesamowita mieszanka luksusu i biedy, nowoczesności i zacofania, morza i gór, w mieście widać wpływy tureckie, rosyjskie (z czasów carskich i te współczesne), sowieckie, ormiańskie i zachodnie.
Symbolem nowoczesnego Batumi jest dzielnica wieżowców w okolicach portu i rozwijający się pas nadmorski. Tu stoją symbole miasta – Wieża Alfabetu Gruzińskiego oraz wieżowiec Politechniki Batumskiej z charakterystyczną strzelistą wieżą i diabelskim młynem umieszczonym wysoko na elewacji budynku. Symbolem nowoczesności jest też kolejka gondolowa Argo, którą z portu, nad dachami miasta można dotrzeć na wzgórze Anuria, z którego rozciąga się piękny widok nie tylko na całe miasto, port, morze, ale i okoliczne miejscowości i góry.


Luksus rozsiadł się wzdłuż batumskiego bulwaru nadmorskiego, gdzie można natknąć się na luksusowe hotele, restauracje i kawiarnie, a przy chodnikach stoją nowoczesne, drogie samochody.
Symbolem luksusu jest przypominający wieżę Babel hotel „Sheraton Batumi”.



Tureckie Batumi to głównie dzielnica salonów gier i kasyn nieopodal portu, gdzie tysiące Turków korzysta z liberalnych przepisów prawa dotyczących hazardu i oddaje się tej rozrywce. Tureckie wpływy widać też w ornamentyce niektórych budynków, ale główne batumskie zabytki to pozostałość po czasach, gdy miasto było częścią Imperium Rosyjskiego – główne ulice, bulwary, teatr, fasady kamienic w centrum miasta, np. na Placu Europy, kino „Apollo”, bulwar Batumi Pier.

Powyżej: Plac Europy
Rosja współczesna w Batumi to głównie turyści z Rosji, którzy – mimo napiętych stosunków pomiędzy kaukaską republiką a jej wielkim sąsiadem – odwiedzają miasto tłumnie. Rosja to także język rosyjski powszechny wśród nastawionych na turystów zza Kaukazu restauratorów, hotelarzy, czy sklepikarzy.
Spadkiem po Związku Sowieckim są głównie bloki w typowym sowieckim stylu, brzydkie, pełne niekonsekwencji architektonicznych, z balkonami nierzadko przerobionymi na dodatkowy pokój. Sowiecka jest też architektura delfinarium, gmachów miejskich. Miejscami można dojrzeć sowieckie pomniki.
W Batumi można natknąć się na ślady wielu religii – są na kościoły prawosławne gruzińskie, kościoły ormiańskie, cerkwie rosyjskie i meczety.


Wpływy zachodnie widać w architekturze nowych budynków, m.in. kwartału hotelowego „Piazza” wzorowanego na typowo placu w stylu przywodzącym na myśl miasta Dalmacji lub północnych Włoch, należące kiedyś do Republiki Weneckiej. Patrząc jednak na wiele budynków takich jak niektóre hotele, wieża Justice House, budynek Politechniki Batumskiej, można zauważyć, że wiele budynków wybudowanych w stylu zachodnim, ma elementy własne: gruzińskie lub orientalne, jak te na Placu Europy.
Niewątpliwie symbolem Batumi jest także 8-kilometrowy bulwar nadmorski, ciągnący się od portowych falochronów i Wieży Alfabetu Gruzińskiego, aż w okolice lotniska. Bulwar to prawdziwa galeria miejska przedstawiająca różne oblicza miasta – od wieżowców w okolicach portu, zielonej przestrzeni Parku Nadmorskiego, poprzez nowoczesne hotele, sowieckie bloki, aż po nowe dzielnice wyrastające na południu miasta.

Adżaria to nie tylko Batumi.
Godnym polecenia miejscem jest Park Narodowy Mtirala, który znajduje się w gęsto zalesionych górach na północ od Batumi.
Najlepszy sposób na dotarcie do parku to podróż marszrutką do miejscowości Czakwi (może to być marszrutka obsługująca linię Batumi – Kutaisi). W Czakwi, tuż obok „marszrutkowego” przystanku, czekają na klientów lokalni taksówkarze.

Podróż taksówką („moja” miała kierownicę po prawej stronie) to niezła atrakcja – droga do centrum parku narodowego, czyli do osady Czakwistawi pnie się w górę doliną rzeki Czakwistskali. Z początku to wąski pasek asfaltu, lecz po kilku kilometrach twarda nawierzchnia się kończy i zaczyna się kamienista ścieżka, na której przed każdym zakrętem kierowca używa klaksonu, by dać nadjeżdżającym z drugiej strony samochodom, że należy uważać, zwolnić i wzajemnie się przepuścić. Wilgotne stoki gór poprzecinane są strużkami potoków, które przepływają wprost przez drogę, więc co kilka kilometrów, taksówka brodzi w wodzie, rozbryzgując ja na boki.
Góry w Parku Mtirala to takie nasze Beskidy na „sterydach”. I nie chodzi tu o wysokość, ale bujność roślinności. Subtropikalny klimat Adżarii charakteryzuje, poza środziemnomorskimi temperaturami, duża wilgotność – to połączenie ciepła i deszczów sprawia, że lasy adżarskich gór są tak bujne.
Zaskoczeniem dla turysty z polski mogą być leśne polany pełne rododendronów, których liście bez problemów mogłyby służyć za parasole.

W parku Mtirala wyznaczno kilka tras dla turystów, które zaczynają się i kończą przy budynku dyrekcji parku i muzeum w Czakwistawi.
Przed odlotem do Polski z lotniska w Kutaisi warto odwiedzić to miasto.
Jest ono zupełnie inne niż Batumi – położone w rozległej dolinie i na okalających je wzgórzach. W oddali majaczą szczyty Małego Kaukazu, a przez miasto wije się rzeka Rioni.

Kutaisi przypomina miasta rosyjskie, a nawet te, które kiedyś były częścią monarchii austo-węgierskiej.
Widok z położonego na wzgórzu Parku Gabaszwilego na rzekę Rioni, most Tetri i starówkę, jako żywo przypomina widok z Wzgórza Zamkowego w Cieszynie na rzekę Olzę, graniczny Most Przyjaźni i Czeski Cieszyn. Rioni wije się podobnie jak Olza, w oddali widać góry, tyle że zamiast Beskidów jest dużo wyższy Mały Kaukaz.
Park Gabaszwilego warto odwiedzić by napawać się pięknym widokiem na miasto i okolicę, a także dlatego, że z parkowego wzgórza do centrum Kutaisi można dostać się w ciągu kilku minut kolejką gondolową (nad zalesonymi zboczami wzgórza, oraz nad rzeką Rioni wprost na „Starówkę”.
Na moście Tetri czeka nas ten oko chłopak ;)))

Kutaisi i okolice to miejsce bardzo ważne dla Gruzinów – kilkanaście kilometrów za miastem znajduje się Monastyr Gelati, a nad centrum miasta góruje Katedra Bagrati.
Monastyr Gelati jest tym dla Gruzinów, czym katedra gnieźnieńska dla Polaków – został zbudowany w 1106 rokuna zlecenie króla Dawida IV Budowniczego – największego gruzińskiego władcy. Tu też spoczęły jego doczesne szczątki.
Z uwagi na znaczenie króla Dawida w historii Gruzji, Gruzini otaczają to miejsce wyjątkową czcią, a płytę nagrobną pod którą spoczywają szczątki władcy zawsze zdobią kwiaty.
Monastyr to bardzo stary budynek, a zdobienia w świątyni zapierają dech w piersiach mimo, że przez upływ czasu odcisnął na nich piętno.
Z położonego na wzgórzu monastyru można dojrzeć ośnieżone szczytu Wielkiego Kaukazu.
Katedra Bagrati (czyli oficjalnie Katedra Zaśnięcia Bogurodzicy) góruje nad Kutaisi. Warto ją odwiedzić choćby z uwagi na piękny widok na miasto i Mały Kaukaz.
Świątynia powstała 1003 roku. Wielokrotnie przebudowywana i niszczona przez najeźdźców jako symbol Gruzji i kościoła gruzińskiego, dotrwała mimo tych przeciwności do naszych czasów.
Dziś jest miejscem, do którego pielgrzymują wierni i tłumnie odwiedzają turyści, jest też ulubionym miejscem zdjęć ślubnych.
Od wieków to jedna z najważniejszych budowli Gruzji i jedna z głównych świątyń Gruzińskiego Kościóła Prawosławnego, tak dumnego ze swej niezależności od Rosji i sięgającej 486 roku historii (to jeden z najstarszych obok ormiańskiego istniejących do dziś kościołów chrześcijańskich).

Gruzja to piękne i niesamowite miejsce. Jednocześnie bliskie nam Polakom, a zarazem leżące w oddali, z jednej strony na wskroś europejskie, z europejskimi aspiracjami, a z drugiej odmienne, posiadające swój własny gruziński charakter, architekturę… własny urok.
Warto Gruzję odwiedzić.












































Wspaniały tekst i świetne zdjęcia .
I❤️IT
Zdecydowanie lepszy wpis niż mój👍 chociaż widzieliśmy to samo. Pisarsko kuśtykam jeszcze.