Kiedy, Drogi Turysto, zdecydujesz się odwiedzić Dubaj, bądź gotów na masę zaskoczeń, pewną dawkę szoku, troszkę rozczarowania i ból szyi od ciągłego patrzenia w górę.
Dubaj ma zapierać dech w piersiach – z pewnością to idea fix tutejszych władców. I zapiera… Miasto już na „dzień dobry” oszałamia. Gdy samolot (najczęściej tutejszych linii – Emirates) schodzi do lądowania, miasto wita gości niesamowitym widokiem ciągnącego się w nieskończoność – pomiędzy żółto-beżowym morzem piasku a błękitem Zatoki Perskiej – pasa budynków, z którego wyrasta błyszcząca w słońcu Burj Khalifa (Burdż Chalifa).
Jeżeli Twój samolot, Drogi Turysto, dotrze nocną porą na południowy skraj Zatoki Perskiej (zwanej tu – nomen omen – The Arab Gulf, czyli Zatoką Arabską) , ujrzysz ciągnącą się dziesiątki kilometrów w dal wstęgę świateł, oddzielającą matową ciemność pustyni od połyskującej ciemności arabsko-perskiego morza.
Pierwsze kroki na ziemi dubajskiej podróżny stawia w ultranowoczesnym, ale nieco zimnym i bezosobowym terminalu lotniska Dubai International, który przypomina wielki kokon leżący w centrum wielohektarowej połaci betonu i z pewnością jest jednym z najpiękniejszych obiektów tego typu na świecie.
Terminal błyszczy. Kilometry kwadratowe marmuru są utrzymywane w stanie nienagannej czystości, nie dziwią więc śpiący na betonowej podłodze podróżni, dla których tutejszy hub jest tylko centrum przesiadkowym w drodze w zupełnie inne części świata. Dzięki dziesiątkom wielkich owalnych, 20-30-metrowych okien ustawionych pionowo obok siebie sięgających niemalże od powierzchni płyty lotniska, po wypukły sufit hali terminalu, w dzień terminal tonie w tropikalnym słońcu, które kontrastuje z przyjemnym chłodem „produkowanym” przez system klimatyzacji.
Port lotniczy Dubai International to centrum pajęczej sieci połączeń lotniczych oplatających większość globu. Wielobarwny i multietniczny tłum przemieszcza się we wszystkich kierunkach szukając odpowiednich gate’ów lub oczekując na kolejny lot. Nad wejściami do rękawów, na niewielkich ekranach pojawiają się nazwy setek miast.
w wieży Burdż Chalifa
Skoro, Drogi Turysto, jesteś już w Dubaju, przyda Ci się garść informacji nt. miasta i emiratu.
Dubaj jest stolicą emiratu o tej samej nazwie, ten zaś jest jedną z siedmiu monarchii tworzących wyjątkową niby-republikańską federację – Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA).
Określenie „niby-republikańska federacja” chyba najlepiej opisuje wyjątkowy w skali świata system polityczny ZEA. Głową państwa w Zjednoczonych Emiratach Arabskich jest prezydent, nie jest on jednak wybierany przez obywateli w wyborach powszechnych, ani też nominowany przez parlament. Wyboru dokonuje swoiste „kolegium elektorów” składające się z władców siedmiu emiratów. Jednak faktyczne szanse na wybór na urząd prezydencki mają tylko dwaj monarchowie – emir Abu Dhabi i emir Dubaju, pozostali emirowie nie liczą się w tej „konkurencji”. Zjednoczone Emiraty Arabskie – bowiem – to związek dwóch gigantów (Abu Dhabi i Dubaj) i pięciu maluchów – Szardża, Adżman, Umm al-Kajwajn, Ras al-Chajma i Fudżajra. W emiratach Abu Dhabi i Dubaj mieszka przytłaczająca większość mieszkańców, do obu księstw należy także grubo ponad ¾ powierzchni ZEA. Dwa dominujące emiraty dzielą między siebie najważniejsze stanowiska w federacji – gdy jeden z władców zostaje prezydentem, drugi – wiceprezydentem i premierem rządu (aktualnie emir Abu Dhabi jest prezydentem ZEA, a emir Dubaju – wiceprezydentem i premierem).
W Zjednoczonych Emiratach Arabskich nie ma instytucji demokratycznych – parlamentu, samorządów lokalnych – de facto ta federacja emiratów jest zarządzaną przez lokalne dynastie grupą 7 „przedsiębiorstw” (i trzeba tu przyznać: świetnie zarządzanych), którą można by nazwać federacją monarchii absolutnych. My, Europejczycy, możemy uznać taki system władzy za anachroniczny, jednak Zjednoczone Emiraty nie odbiegają od standardu panującego na Półwyspie Arabskim – niedemokratycznymi, absolutnymi monarchiami są wszystkie sąsiednie kraje: Oman, Arabia Saudyjska, Kuwejt i Katar, jedynie w Bahrajnie panuje monarchia konstytucyjna. Zjednoczone Emiraty Arabskie odróżnia od innych monarchii „znad Zatoki” bardziej skomplikowana, federacyjna struktura.
Sam Dubaj nie wpisuje się jednak w regionalne standardy. Najważniejszą cechą, która odróżnia miasto i emirat od pozostałych sześciu „braci”, a także sąsiednich monarchii i bardziej odległych sąsiadów jest źródło dochodów i bogactwa. Nie jest nim bowiem wydobycie ropy naftowej, ani gazu ziemnego, lecz szeroko pojęte usługi i handel. Od kiedy lokalni władcy i zrzucili kolonialny gorset, a następnie przejęli wydobycie ropy z rąk zachodnich koncernów, Półwysep Arabski stał się prawdziwym naftowym eldorado. Na pustyniach i brzegami mórz wyrosły w ciągu czterech dziesięcioleci gigantyczne petrodolarowe fortuny, a wraz z nimi błyszczące marmurem, szkłem i stalą nowoczesne miasta. Celna identyfikacja potrzeb bogacących szybko mieszkańców Półwyspu Arabskiego była i jest podstawą sukcesu Dubaju. W odpowiedzi na rosnący popyt na coraz bardziej luksusowe dobra, miasto tworzy wielkie centra handlowe, w których wzbogaceni na ropie Emiratczycy, Saudyjczycy, czy mieszkańcy Kataru, mogą wydawać fortuny.
Dubajski emirat jest zasobny w ropę i gaz ziemny, ale większość dochodów uzyskuje nie z paliw kopalnych, lecz usług, handlu, finansów, transportu, wszelkiego rodzaju pośrednictwa, bankowości i ubezpieczeń. Kiedy wezbrana rzeka ropy i morze gazu popłynęła z pól naftowych Półwyspu Arabskiego, lokalni emirowie zarządzili budowę gigantycznego naftoportu – miliony baryłek ropy przepływających przez Dubaj, pozostawiły w budżecie emiratu miliardy dolarów zysku z pośrednictwa i rafinacji paliw.
Przeznaczeniem dubajskiego portu nie jest jedynie wysyłka paliw – miasto stało się wielkim pośrednikiem w przepływie towarów między państwami znad Zatoki Perskiej, a resztą świata. W przeciwnym kierunku niż ropa i gaz zaczęły płynąc inne dobra - samochody, elektronika, jachty, złoto, żywność, diamenty i wszystko, na co znalazł się popyt w Emiratach i u ich bogatych sąsiadów. W ten sposób miasto i emirat stały się wielkim centrum handlu wszystkim i z wszystkimi. Część wpływających do tutejszego portu dóbr wędruje dalej, do sąsiednich emiratów i państw, jednak większość pozostaje w mieście, w dziesiątkach centrów handlowych, stref wolnocłowych, czy salonów samochodowych.
Gdy zamożni Arabowie, tak miejscowi, jak i z krajów ościennych, postanowili inwestować swoje pieniądze, gdy szukali bezpiecznych konta bankowych, na których spokojnie mogą rosnąć milionowe kwoty, dubajczycy byli gotowi i opierając się na miliardowych przychodach z handlu ropą stworzyli branżę bankową działającą zgodnie z zasadami islamu. Należy bowiem pamiętać, że pobieranie odsetek jest uznawane za lichwę, a ta jest niezgodna z prawem islamskim. Miejscowy kapitał stworzył podwaliny miejscowego rynku bankowego. Dziś Dubaj to wielkie centrum bankowości, tak klasycznej (zachodniej), jak i islamskiej. Miasto jest także potentatem ubezpieczeniowym w świecie islamskim. Podobnie, jak w przypadku banków, również towarzystwa ubezpieczeniowe powinny działać zgodnie z literą Koranu. W bezpiecznej przystani dla biznesu, jaką jest Dubaj, powstały setki islamskich towarzystw ubezpieczeniowych (tzw. takaful).
Drogi Turysto, na początek ostrzeżenie: to miasto może rozczarować. Rozczarowani będą ci podróżnicy, którzy przylatują do Dubaju z bagażem realnych (podróże) lub wirtualnych (książki, prasa, telewizja, internet) doświadczeń i wiedzy na temat innych miastach świata arabskiego, czy szerzej – islamskiego. Dubaj to nie Kair, czy Stambuł, próżno więc tu szukać tysięcy zabytków pamiętających czasy faraonów, czy przynajmniej epokę sułtanów – zabytków jest niewiele i nie ma pewności, czy to oryginały, czy też coś na kształt scenografii do dubajskiej bajki stworzonej na życzenie tutejszych emirów.
Na rozczarowanie powinni przygotować się także ci turyści, którzy liczą na to, że w Dubaju znajdziemy suk, czy bazar, na którym sprzedaje się cuda z „Baśni tysiąca i jednej nocy” w sklepikach pamiętających czasy, gdy Turcy osmańscy rządzili Bliskim Wschodem.

dubajski skwer ;))))))
Dubaj wymyka się stereotypom dotyczącym miast bliskowschodnich czy arabskich. Emiracka metropolia nie jest bowiem (i tu dla wielu kolejne rozczarowanie) miastem arabskim, bliskowschodnim. To nowoczesna globalna metropolia, gdzie zza fasad sięgających nieba wieżowców ze szkła, stali i marmurów i wyłaniają się skrawki Indii, Pakistanu, Filipin, czy Libanu, sklepy są dominowane przez Filipinki, wsiadając do taksówki przenosimy się na subkontynent indyjski, a dzielnicach biznesowych można poczuć się jak w Londynie, czy Nowym Jorku.
Al-Barsha trochę nowoczesności, trochę Libanu, nieco Maroka, do tego włoskie, arabskie i hinduskie smaki… oraz amerykańska szkoła
Kolejne sprzeczności, które jednak, jak się okazuje, nie wykluczają się: Emiraty, a w szczególności Dubaj, są bardzo przychylne osiedlaniu się cudzoziemców (jeżeli mają zamiar pracować), a jednocześnie nigdy nie nadają cudzoziemcom obywatelstwa ZEA. Awansu do grona „oficjalnych” poddanych emira nie zapewnia nawet miejsce urodzenia – ocenia się, że kilka do kilkunastu procent mieszkańców Dubaju to ludzie urodzeni w emiracie, potomkowie arabskich emigrantów sprzed 20-30 lat, którzy nie mogą pochwalić się jednak emirackimi przodkami, a więc nie mogą liczyć na obywatelstwo ZEA. Nawet najbogatsi obcokrajowcy nigdy nie zostaną obywatelami Zjednoczonych Emiratów Arabskich, jednak dla nich brak ubezpieczenia społecznego, czy darmowej służby zdrowia nie jest wielką uciążliwością, a przyjazny klimat dla inwestorów, nieustający boom gospodarczy i symboliczne podatki, czynią z Dubaju raj dla bogaczy.
Spacerując po ulicach Dubaju, poruszając tutejszym metrem, odwiedzając centra handlowe – można odnieść wrażenie, że typowy dubajczyk jest… Hindusem, a dubajka – Filipinką. W wielobarwnym tłumie mieszkańców Dubaju niewielu jest dubajskich, czy emirackich Arabów (łatwo ich dostrzec, gdyż w większości noszą długie, nieskazitelnie białe galabije). Są właścicielami, prezesami, menedżerami wysokiego szczebla, przechadzają się i doglądają wedle zasady „pańskie oko konia tuczy”.
Dubajski tłum składa się jednak głównie z nie-obywateli, czyli tzw. rezydentów. Wśród nie-obywateli wyraźny podział, który determinowany jest przez zamożność, a pośrednio przez wykształcenie i pochodzenie „geograficzne”. Najwyższy szczebel drabiny społecznej nie-obywateli jest wielonarodowy, wśród rezydentów-milionerów są Arabowie spoza Emiratów, Rosjanie, zachodni Europejczycy, Amerykanie, Hindusi, ale też przedstawiciele wielu innych narodowości. Szczebel niżej znajduje się dubajska wyższa klasa średnia – przedsiębiorcy, menedżerowie, finansiści, inżynierowie, lekarze, profesorowie szkół wyższych. Ludzie Ci także mają zapewnione bezpieczne, dostanie i wygodne życie w Dubaju, tyle, że ich los bardziej zależny jest od losu korporacji i instytucji, dla których pracują, a także koniunktury – są wśród nich głównie Europejczycy, Australijczycy i Amerykanie, Chińczycy, a także dobrze wykształceni Arabowie i Hindusi. Ci ostatni to także największa grupa tworząca dubajską middle middle class, klasyczną klasę średnią – specjaliści od nowoczesnych technologii, lekarze, specjaliści od finansów, drobni przedsiębiorcy.
Na tym kończy się lista „beneficjentów” dubajskiego systemu. Niższe szczeble dubajskiej drabiny społecznej to ludzie, dzięki którym „arabski tygrys gospodarczy” żyje i nieźle funkcjonuje. Są wśród nich Filipińczycy, a właściwie głównie Filipinki – sprzedawczynie, hostessy, recepcjonistki w hotelach, taksówkarze z subkontynentu indyjskiego (Hindusi i Pakistańczycy) – otrzymujący nie rzadko wynagrodzenie pozwalające im na prowadzenie skromnego, acz nie biednego życia, jednakże najczęściej bez szans na zabezpieczenie w postaci ubezpieczenia zdrowotnego, czy emerytalnego. Na samym dnie są emigranci ze Sri Lanki, Bangladeszu, Pakistanu i niewykształceni Hindusi -pracownicy budowlani mieszkający budynkach przypominających hotele robotnicze, pracujący za najniższe stawki, nierzadko przewożeni codziennie autobusami pomiędzy placem budowy, a miejsce zamieszkania, nigdy nie widzą świata poza płotem placu budowy i ogrodzeniem wokół hotelu.
Dubaj to nietypowe miasto także z uwagi na jego układ urbanistyczny i rozkład ulic. Miasto przypomina węża z głową ułożoną na północnym wschodzie na obszarze nad rzeką Dubai Creek, w najstarszych dzielnicach, niewiele różniących się od innych miast Bliskiego i Środkowego Wschodu. Pozostała część metropolii to ogon węża ciągnący się na południowy zachód wzdłuż brzegu Zatoki Perskiej (tu zwanej Arabską), aż do położonego ok. 50 km od „starego” centrum – Jebel Ali. Kręgosłupem dubajskiego węża jest jedna wielopasmowa ulica Sheik Zayed Road.
Al Bastakija – dubajska starówka
W odległości kilku minut jazdy samochodem na północny zachód jest morze, a w tej samej odległości południowy wschód zaczyna się pustynia. Piaszczyste pustkowie zaczyna się nagle, jednak dubajski wąż tyje, a właściwie kwitnie jak kolonia koralowców i połyka pustynię. Widać to na dwustronnej mapie Dubaju: z jednej strony gęsto zabudowany pas ciągnący się wzdłuż z morza z osią Sheik Zayed Road pośrodku, a z drugiej – blade tło przedstawiające pustynię, na którym widnieją fantazyjne kształty, nakreślone jakby ręką zwariowanego artysty; część tych zawijasów, mozaik i wielkich okręgów opatrzona jest notatką „Under Construction” lub „u/c”. To powstające na pustyni, oddzielone od niej murami, ekskluzywne osiedla domów jednorodzinnych, parki rozrywki, gigantyczne centra sportowe, pola golfowe, centra handlowe, tory wyścigowe, a także parki przemysłowe i centra nowoczesnych technologii. Boom inwestycyjny mimo, że nieco wyhamowany przez światowy kryzys ekonomiczny, nadal trwa.
Sheik Zayed Road to wielopasmowa miejska autostrada, po 6-7 pasach w każdą stronę płynie nieprzerwana rzeka pojazdów – najczęściej wielkich SUV-ów, amerykańskich samochodów terenowych, limuzyn i super samochodów typu ferrari, lamborghini lub camaro.
Oddalając się od „starego” centrum, Sheik Zayed Road staje się dnem kanionu stworzonego przez rzędy drapaczy chmur, potem dociera wyrosłej w ostatnich latach dzielnicy Dubai Downtown, kreowanej na nowe centrum metropolii, której jądrem jest największe centrum handlowe świata – Dubai Mall i zdająca się wkłuwać w zawsze błękitne arabskie niebo wieża Burdż Chalifa (Burj Khalifa). Dalej Aleja Szejka Zajeda opuszcza ten kanion, by przeciąć dzielnice pełne marketów, salonów samochodowych i małego przemysłu po jednej i domów jednorodzinnych oraz szkół pod drugiej, a następnie dotrzeć do dzielnicy Al-Barsha.
W Al-Barshy życie skupia się wokół wielkiego centrum handlowego The Mall Of The Emirates. Z dachu „mallu” wyrasta gigantyczny, srebrny, pochyły kształt – to Ski Dubai – sztuczny stok narciarski w wyciągiem.

Ski Dubai na dachu The Mall Of The Emirates
Nad morzem rozciąga się dzielnica Umm Suqeim, której największe atrakcje to centrum handlowo-hotelowe Medinat Jumeirah oraz Burdż Al-Arab. W Dubaju wiele miejsc coś udaje, bądź przypomina. I tak Medinat Jumeirah udaje stare arabskie miasto – urocze, pełne wąskich zaułków, zadaszonych uliczek i zalanych słońcem placów, iście bajkowe, z urokliwym kanałem pośrodku.
Burdż Al-Arab to super ekskluzywny hotel, który wygląda jak dwustumetrowy żagiel.
Medinat Jumeirah (w oddali Burdż Al-Arab)
Kiedy Sheik Zayed Road dociera do dzielnicy Al-Sufouh ponownie zmienia się w wielki kanion stworzony przez budowniczych drapaczy chmur ciągnących się wzdłuż alei.
Kiedy po prawej stronie wyłania się wielkie rondo z gmachem Dubai Pearl po środku, oznacza to, że dotarliśmy w pobliże słynnej dubajskiej „Palmy” – The Palm Jumeirah.
apartamentowce Oceana na The Palm Jumeirah
Palma składa się z wielkiego pnia, rozszerzającego się w rodzaj kielicha poniżej gałęzi, 7 wielkich gałęzi po każdej stronie górnej części pnia i 2 małych na szczycie Palmy. Palmę otacza wyspa pełniąca funkcję falochronu. Ochrona przed morskimi falami to nie jedyna funkcja wyspy – to także miejsce luksusowego wypoczynku – miliony ton piasku i kamieni są podstawą dla eleganckich i drogich hoteli takich, jak Atlantis, czy Kempinski.
Pień palmy to szeroka aleja wzdłuż, której ustawiono rząd wysokich apartamentowców i hoteli. Wysokie budynki skutecznie zasłaniają widok, dlatego łatwo zapomnieć o tym, że ta szeroka aleja znajduje się kilometr od stałego lądu. Na gałęziach palmy znajdują się luksusowe wille, warte miliony dolarów rezydencje z własnymi plażami i marinami. Na pniu, poniżej gałęzi znajdują się wysokie apartamentowce, takie jak Oceana. Zaletą ich położenia jest to, że leżą nad sztuczną zatoką powstałą pomiędzy dolną częścią palmy, pierwszą jej gałęzią, a stałym lądem. Z balkonów apartamentów, z tarasu restauracji oraz z spod parasoli ustawionych nad basenem i na plaży rozciąga się widok na błękitno-turkusowe wody zatoki, a w oddali mienią się w subtropikalnym słońcu zasnute lekką mgiełką drapacze chmur Dubai Mariny.

Dubai Marina widziana z „Palmy”
Dubai Marina to kolejna nowa dzielnica miasta. Jej projektanci postanowili, że – w odróżnieniu od twórców The World i The Palm Jumeira – nie będą tworzyć lądu na morzu, ale na stały ląd wpuszczą nieco morza. Tak powstała część Dubaju, której centrum jest kanał otoczony lasem wieżowców. Wokół kanału biegnie szeroka promenada, przy której rozłożyły się kawiarnie i restauracje. Jak sama nazwa wskazuje, Dubai Marina to także miejsce, gdzie cumują luksusowe jachty i łodzie motorowe, będące własnością mieszkańców dzielnicy.
Dubai Marina
Niejako lustrzanym odbiciem Dubai Mariny po drugiej stronie Sheik Zayed Road są Jumeirah Lake Towers – las wieżowców położony nad sztucznym kanałem. Po sąsiedzku leżą inne nowe, luksusowe i super nowoczesne osiedla, takie jak Emirates Hills.
Na końcu dubajskiego węża jest Jebel Ali – to tam powstaje nowa Palma, większa od tej
z Dżumajry, tam rośnie wielkie centrum logistyczno-transportowe Dubai World Central, którego centrum jest nowo otwarte, drugie w mieście lotnisko Al-Maktoum International Airport.
Jeżeli, Drogi Turysto, znuży Cię ultranowoczesność, znudzi szkło i stal, rozboli szyja od patrzenia w górę na niebosiężne wieżowce, mam dla Ciebie dobrą wiadomość: Dubaj to także piękne parki – m.in. Safa Park, czy Creek Park i piaszczyste plaże oraz rzeka.
Dubai Creek – dubajska rzeka pełna jest arabskich łodzi (tzw. dhow), co ciekawe – zupełnie nienowoczesnych. Rejs dhow’em jest niewątpliwie atrakcją. Położony nad Dubai Creek, tzw. Creek Park to jedno z ulubionych miejsc wypoczynku mieszkańców Dubaju. W centrum parku jest Children’s City – dubajski odpowiednik Centrum Nauki Kopernik.

Children’s City w dubajskim Creek Parku
Zapytasz, Drogi Turysto, jak się poruszać po Dubaju? To dość proste – można odnieść wrażenie, że ¼ samochodów poruszających się po mieście samochodów jest beżowa – to taksówki. Wystarczy podnieść dłoń i na pewno któraś się zatrzyma. I tu „zaczynają się schody” – taksówkarze, w większości Hindusi i Pakistańczycy, nie zawsze znają angielski (w wersji zrozumiałej dla Europejczyka), a nawet jeśli nieobca im jest angielszczyzna spoza Subkontynentu Indyjskiego, może okazać się, że obce im jest… miasto i nie mają pojęcia, gdzie jechać. Kluczem do sukcesu jest „międzynarodowa współpraca” z taksówkarzem i adres miejsca do którego chcemy dotrzeć na papierze. Przyda się również mapa…
Jeżeli poruszasz się, Drogi Turysto, w okolicach niezbyt odległych od Sheikh Zayed Road (czyli po większej części Dubaju), polecam podróż metrem. Tutejsze metro jest w pełni automatyczne, a tory biegną głównie po kilkudziesięciokilometrowej estakadzie, kilkanaście metrów nad ziemią.
W wagonach, jak i na stacjach, jest nieskazitelnie czysto i chłodno. Stacje przypominają złote kokony rozstawione co kilka kilometrów.

stacja metra pod Burdż Chalifą
Emirat Dubaj, jak i pozostałe sześć Emiratów, to kraj muzułmański, wyjątkowo jednak, jak na tą część świata tolerancyjny wobec innowierców. Można odnieść wrażenie, że władze Emiratów wychodzą z założenia, że obywatele ZEA powinni przestrzegać praw zapisanych w Koranie, ale pozostali mieszkańcy mają prawo żyć po swojemu. Chrześcijanie, wyznawcy hinduizmu, czy buddyści mogą bez przeszkód chodzić do swoich kościołów i świątyń, praktykować swoją religię, byleby nie nawracali na swoją wiarę, ani głosili tez antyislamskich. Prawo Dubaju nie zna natomiast pobłażania dla narkotyków, spożycie alkoholu jest możliwe we własnym domu, czy pokoju hotelowym i w niektórych restauracjach, ale nie w miejscach publicznych. Karane jest także cudzołóstwo.
Dubaj – ten pocztówkowo-folderowy, sprzedawany jako produkt turystyczny europejskim turystom nie sprawia wrażenia miejsca, które zachwyci turystów, którzy oczekują czegoś więcej niż pięć, albo i siedem gwiazdek na fasadzie hotelu, obsługa hotelowa w wersji all inclusive i wycieczki w celu obejrzenia „obligatoryjnych atrakcji turystycznych”.
Turystom nieco bardziej wymagającym nie odradzam Dubaju. Przeciwnie – polecam. Polecam alternatywny pomysł na Dubaj – bez all inclusive i zwiedzania miasta z hotelowym przewodnikiem z za okien autobusu. Dubaj to miejsce bezpieczne, dlatego warto wybrać się na przechadzkę po ulicach miasta, szczególnie Starego Centrum, Bastakiji, czy Al.-Barszy, podróżować taksówkami i metrem.
Warto pójść do jednego z parków i poczuć się dubajczykiem, co w wieloetnicznym Dubaju jest wyjątkowo łatwe, gdy na kocu obok trwa piknik rodziny Hindusów, rozmawiających w jednym z języków Indii, na ławeczce siedzi para anglojęzycznych Hindusów, a na placu zabaw nasze dziecko biega z małym Emirati (obywatelem Emiratów), angielskimi bliźniakami i 6-letnią Filipinką…
Safa Park – dubajski Central Park 😉
Dubaj to miejsce, gdzie codziennie jest taka sama pogoda (o czym więc w Dubaju rozmawiają Anglicy?). Dla nas Europejczyków, przyzwyczajonych do zmienności aury i pór roku, to tak, jakby Dubaj był gdzieś poza czasem lub na innej planecie – planecie Dubaj…