Moje miasto…

IMAG2319

Cieszyn, ul. Przykopa

Kiedy dni są najdłuższe, Słońce nad Cieszynem zdaje się codziennie  przybywać znad Śródziemnomorza. Miasto tonie w oślepiającym blasku, nurza się w soczystej zieleni parków, skwerów i nadolziańskich nabrzeży. Stare mury,  jak co roku od setek lat, chłoną ciepło Gwiazdy Dziennej, by ogrzać swe stare wnętrzności.

Cieszyn jest nietypowym małym miastem – sporo tu prawdziwie małomiasteczkowych niskich kamieniczek, ale spora część Starówki przypomina ciąg głębokich kanionów, powstałych pomiędzy wysokimi, okazałymi kamienicami. W tych kanionach panuje orzeźwiający chłód. Główna ulica miasta – Głęboka jest w dwójnasób… głęboka: podążając z Rynku spływa głęboko w dół ku brzegom rzeki Olzy, a zarazem jest głębokim dnem wspomnianego „ulicznego kanionu”.

O „kawałek cienia” zawsze tu łatwo. Poza „kanionem” ulicy Głębokiej, cień odnaleźć można w wąskich zaułkach bocznych uliczek Starówki – na tzw. Nowym Mieście, ulicach Sejmowej, Śrutarskiej,  a także pod arkadami na Rynku i ul. Głębokiej (cieszyniacy te arkady, czy podcienia zwą „laubami”).

Ochłodę i cień odnajdziemy także w Cieszyńskiej Wenecji, czyli na położonej nad Młynówką ulicy Przykopa. Wąski, stary kanał Młynówka łączy niewielki dopływ Olzy – Puńcówkę z Olzą. Przepływa przez park (tzw. Lasek Miejski), a następnie podąża wzdłuż staromiejskiej skarpy. Kilkusetmetrowy fragment ulicy pomiędzy skarpą a kanałem zasiedlili setki lat temu rzemieślnicy. Zbudowali ciąg małych domów, jednak pas ziemi, który oddziela mur oporowy Starego Miasta od Młynówki pomieścił tylko maleńkie budynki i nic poza tym  – ulica znalazła się już po drugiej stronie kanału, dlatego do każdej z posesji prowadzą kładki lub małe mostki.

IMAG4437

Cieszyńska Wenecja

IMAG4436

Najkrótsza droga ze Starówki nad Młynówkę prowadzi schodami zwanymi Młyńską Bramą. Schodów w Cieszynie jest pełno. Nie tylko wśród staromiejskich kamienic, ale i w parkach, między blokami, w dzielnicach domów jednorodzinnych.

Cieszyn to także Olza. Oba brzegi tej rzeki to transgraniczny park, który można przemierzać przekraczając dowolnie jeden trzech mostów.

Olza – rzeka, która kiedyś dzieliła, a teraz łączy.

IMAG5020

IMAG5021

po lewej  – Czechy, po prawej – Polska, po obu stronach – Cieszyn 🙂

To właśnie tu – nad Olzą –  najlepiej widać, że Cieszyn to jedno miasto. Jeszcze kilkanaście lat temu wizyta „za rzeką” przypominała zwiedzanie muzeum – wejście z jednym mostem, wyjście drugim. Należało mieć przy sobie paszport i obowiązkowo odwiedzić funkcjonariuszy służb celnych i granicznych obu krajów w budynkach po polskiej stronie mostów na Olzie, albo też odczekać w kolejce samochodów oczekujących na wjazd do drugiej połowy miasta.

Od czasu wejścia Czech i Polski do strefy Schengen nie ma celników, ani strażników granicznych, a budynki we władanie wzięły handel i…kultura. Szlabany znikły, a o tym, że przekraczamy granicę, informują tylko duże tablice z nazwami miejscowości i małe z nazwami krajów. Paszporty są niepotrzebne, dowody osobiste tak, ale i tak nikt ich nie sprawdza. Mosty można przekraczać w obie strony, kiedy tylko masz na to ochotę.

…A najpiękniejsze jest to, że dla wszystkich mieszkańców miasta (obu ich części) to najzupełniej normalne. W parkach po obu stronach Olzy bawią się dzieci polskie i czeskie, w piwiarniach Czeskiego Cieszyna rozbrzmiewają oba języki i to w kilku lokalnych, często „hybrydowych” odmianach, w kafejkach w polskiej części miasta przesiadują starzy i młodzi miłośnicy „kultury kawiarnianej” i jeśli są stąd (po cieszyńsku „stela”), nie dziwi ich, że przy stoliku obok kumple przy piwie rozmawiają po polsku, przy kolejnym przyjaciółki plotkują po czesku, starsze panie wspominają młodość w gwarze cieszyńskiej, a kilkuosobowa rodzina śmieje się do rozpuku z żartów opowiadanych „po naszymu”, czyli w czesko-polsko-śląskiej gwarze z Zaolzia. I choć pocałunki brzmią tak samo w każdym języku, czasem można usłyszeć, jak dziewczyna i chłopak na Fontannie Św. Floriana wyznają sobie miłość – ona jemu po czesku, on jej po polsku (a może odwrotnie)….

IMAG4829

pamiątka po Habsburgach – pomnik cesarza Józefa II w Parku Pokoju (obok Pałacu Laryszów)

Skłonność cieszyniaków do przesiadywania w kafejkach – szczególnie tych na Rynku – to niewątpliwie pozostałość po czasach habsburskich. Jednak mniej lub bardziej namacalnych śladów historii w Cieszynie jest mnóstwo. Dzieje Cieszyna i jego okolic przez ponad pół tysiąca lat biegły zupełnie innymi ścieżkami, niż dzieje Krakowa, Poznania, Warszawy, czy nawet  Gdańska.

Najstarsze zabytki związane są z epoką wczesnopiastowską i znaleźć je można na Górze Zamkowej – są to Rotunda Św. Mikołaja (ta z banknotu 20-złotowego) i Wieża Piastowska. Są wspomnieniem czasów, gdy Cieszyn należał do strefy wpływów dynastii z Gniezna.

 

IMAG0856

Rotunda Św. Mikołaja

Jednak w głębi ziemi na Górze Zamkowej i innych częściach miasta drzemią pozostałości bardziej odległej przeszłości. Legenda mówi o założeniu miasta w 810 roku naszej ery, jednak ślady osadnictwa wskazują, że wzgórze i jego okolice były zamieszkane już w V wieku p.n.e. Oczywiście mieszkańcy nie nazywali swej osady Cieszynem, nie byli Polakami, Czechami, ani Niemcami, a ich domostwa z pewnością nie tworzyły miasta.

Spacerując po mieście łatwiej odnaleźć ślady znacznie mniej zamierzchłych czasów.

Sąsiadka Rotundy na Górze Zamkowej – Wieża Piastowska –  to pamiątka z czasów późnośredniowiecznej prosperity miasta i księstwa. XIV-wieczny Cieszyn korzystał ze swego położenia na przecięciu dróg z Czech do Krakowa i ze Śląska na Węgry. Księstwo, podobnie jak inne śląskie państewka, było lennem Czech, a jego władcy – na przykład książę Przemysław I Noszak – zajmowali nierzadko eksponowane stanowiska na dworze w Pradze (który przejściowo bywał także dworem cesarskim).

Z nastaniem nowej epoki – Renesansu – do Cieszyna dotarła Reformacja. W 1545 roku książę Wacław III Adam uznał luteranizm za oficjalne wyznanie w księstwie.

Obok bliskości Rzeczypospolitej – odległej przez stulecia o ok. 30 km od Cieszyna – i jej głównego ośrodka kulturalnego i naukowego – Krakowa, Reformacja jest z pewnością drugą ważną przyczyną, która z powodowała, że mimo długiego okresu „Cieszyna poza Polską”, lokalna ludność przez wieki używała lokalnej odmiany języka polskiego, mimo politycznej dominacji Czechów, a później Niemców.

Luteran czekała ciężka próba. Kiedy książę cieszyński złożył hołd lenny Habsburgom,  rozpoczął się okres kontrreformacji. W „arcykatolickiej” monarchii habsburskiej luteranie zmuszeni byli zejść do „podziemia”, a ewangelickie kościoły przeszły w ręce katolików. To dlatego najważniejszy zabytek związany z luteranizmem pochodzi nie z czasów Reformacji, ale z XVII wieku. Chodzi o Kościół Jezusowy – największy kościół w mieście, wybudowany dzięki podpisaniu przez cesarza Józefa I ugody z luterańskim królem Szwecji, na podstawie której zezwolono ewangelikom na wybudowanie na Śląsku 6 tzw.”Kościołów Łaski”.

IMAG4519

ewangelicko-augsburski (luterański) Kościół Jezusowy

Paradoksalnie wybudowana poza murami miejskimi, w pierwszym okresie pozbawiona wieży, świątynia dziś góruje nad miastem.

Paradoksem jest także fakt, iż największe skupisko protestantów w Polsce znajduje się dziś w regionie, który nigdy nie był częścią wielowyznaniowej, tolerancyjnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, lecz katolickiego imperium Habsburgów (prawa katolików i protestantów w Cesarstwie Austriackim zostały zrównane dopiero w połowie XIX stulecia). To być może ta odmienność zapewniła zachowanie tożsamości narodowej i religijnej w niemieckojęzycznej katolickiej monarchii.

Dziś w kraju, gdzie stawia się nierzadko znak równości pomiędzy słowami „Polak” i „katolik” Cieszyn jest miejscem nietypowym. Tu polskość nie koniecznie była i jest zawiązana z katolicyzmem. Język polski „przechowywany” był w polskojęzycznych pieśniach religijnych luteran, w szlifowany dzięki czytaniu Biblii wydanej po polsku.

Dziś Cieszyn i Śląsk Cieszyński mogą być stawiane jako wzór zgodnego współżycia katolików i protestantów. Nie ma tu konfliktów na tle religijnym, sporów międzywyznaniowych. Mieszkańców miasta nie dziwi, że sąsiad nie chodzi na msze do katolickiego kościoła farnego, lecz na nabożeństwa luterańskie. Standardem są mieszane katolicko-protestanckie małżeństwa, ewangelicy chodzą do kościołów katolickich na śluby, pogrzeby, czy chrzciny, a w kościołach luterańskich nikogo nie dziwą wierni robiący katolicki znak krzyża w trakcie modlitwy. W szkołach księża, czy katecheci katoliccy „trzymają sztamę” ze swoimi ewangelickimi odpowiednikami. Kwitnie ekumenizm, a społeczności obu wyznań zawsze są skore do pomocy i współpracy.

Cieszynem rządziły dwie dynastie – Piastowie i Habsburgowie. Paradoksem, który można nazwać „dynastycznym” jest to, że przedostatnia linia Piastów wygasła trzy stulecia po śmierci ostatniego piastowskiego władcy Polski, właśnie w Cieszynie (ostatni wymarli ich krewni z Brzegu), czyli poza ówczesnymi granicami Rzeczypospolitej.

Po Piastach miasto i księstwo przeszło w ręce Habsburgów. Tytuł książąt cieszyńskich należał do nich aż do likwidacji księstwa w 1918 roku. Pierwszy okres rządów cesarskiego rodu nie był szczęśliwy dla miasta, wojna trzydziestoletnia i Kontrreformacja, przyniosły zniszczenia, upadek gospodarczy, a społeczności ewangelickiej prześladowania.

W tym czasie, po z górą 7 wiekach rozeszły się drogi Wrocławia, Opola, Gliwic, Pszczyny, czy Bytomia – z jednej i Cieszyna – z drugiej strony. Dwa stulecia habsburskiej historii Śląska zakończył konflikt prusko-austriacki, w wyniku którego Wiedeń stracił większą część tego regionu na rzecz Berlina – z wyjątkiem Śląska Opawskiego i Śląska Cieszyńskiego. Od tego momentu też zaznacza się odrębność Śląska Cieszyńskiego od pozostałych dwóch regionów śląskich – Śląska Górnego i Śląska Dolnego.

3o lat później nastąpił I rozbiór Polski, a historia Cieszyna skoczyła na wspólny tor z Małopolską, nazwaną przez austriackiego zaborcę Galicją. Mimo wspólnych losów, Księstwo Cieszyńskie nigdy nie stało się częścią Galicji i do 1918 roku zachowało swoją odrębność w ramach monarchii austriackiej, a później austro-węgierskiej. W odróżnieniu od biednej, rolniczej dzielnicy galicyjskiej, Śląsk Cieszyński (m.in. dzięki habsburskim książętom) stał się jedną z najbogatszych i najbardziej uprzemysłowionych części cesarstwa, bowiem po nieszczęściach XVII stulecia, w XVIII i XIX wieku nastał okres rządów książąt, którzy potrafili zadbać o swoją domenę, przyczynili się do rozwoju księstwa i miasta, ich uprzemysłowienia i unowocześnienia. Większość cieszyńskich zabytków pochodzi z tego właśnie okresu, wielu cieszyniaków mieszka w kamienicach zbudowanych w okresie habsburskim. To wówczas książęta cieszyńscy – bliscy krewni panujących cesarzy – przywozili z Wiednia wzorce architektoniczne, przekształcając miasto w „mały Wiedeń”. To wtedy miasto zyskało nowoczesną infrastrukturę, jakiej jeszcze długo mogły mu pozazdrościć miasta w Kongresówce, nabrało też elegancji i „wielkomiejskości”. Importowano też z serca monarchii „kulturę kawiarnianą”, która do dziś ma się tu świetnie.

Dziś Cieszyn to jedno miasto „w dwóch odsłonach” – czeskiej i polskiej. Miasto magnolii, które ukwiecają tutejsze ogrody i parki wiosną. Tu krzyżują się nie tylko drogi, ale ślady pięciu narodów – poza Polakami i Czechami oraz Ślązakami, mieszkańcami miasta jeszcze 80 lat temu byli także Niemcy i Żydzi, dziś nazwiska tubylców często noszą ślady ich wielonarodowego pochodzenia. W dni święte przykościelne place i zaułki rozbrzmiewają pięknymi protestanckimi pieśniami i żarliwymi katolickimi modlitwami, ale na obrzeżach starego miasta można odkryć ślady trzeciej cieszyńskiej religii – dwa cmentarze żydowskie.

Dla mnie podróż do Cieszyna to zawsze POWRÓT.

 

 

 

2 uwagi do wpisu “Moje miasto…

Dodaj odpowiedź do krystyna Filipek Anuluj pisanie odpowiedzi